We wrześniu ubiegłego roku widząc tanie bilety lotnicze nie mogliśmy się powstrzymać i wylądowaliśmy w Norwegii, a konkretnie mieście Stavanger. Wylądowaliśmy o późnej godzinie, więc pierwszą noc spędziliśmy na lotnisku, rano udaliśmy się na plaże która znajduje się pół godziny spacerkiem od lotniska. Morze Północne oraz plaża zrobiły na nas ogromne wrażenie, woda była piękna i czysta, czuć było w niej Norwegię.
Po krótkim przywitaniu z morzem ruszyliśmy w stronę centrum Stavangera, podróż autobusem trwała około 40 minut a w międzyczasie można było podziwiać norweskie widoki i powoli oswajać się z krajem. Stavanger leży nad morzem Północnym, jest zatoczka w której "parkują" jachty, wycieczkowce oraz kutry rybackie. Warto zgubić się pośród uliczek aby podziwiać skandynawską architekturę.
Po przejściu całego miasta posililiśmy się salami z wieloryba i ruszyliśmy dalej, a naszym celem stało się małe, ale jakże urokliwe (oraz męczące, wszędzie pod górkę:)) miasteczko o wdzięcznej nazwie Jorpeland, gdzie mieliśmy zostać na noc u naszego hosta z couchsurfingu. (serduszka dla Tiesa<3) Mieliśmy wielkie szczęście, gdyż naszym planem było dostać się na Rock Pulpit, a Ties pracował w punkcie turystycznym zaraz obok szlaku, więc z samego rana podwiózł nas a następnie odebrał. Szlak na Preikestolen nie jest wymagający, ale trwa około 2 godzin w jedną stronę i należy być przygotowanym na nagłe zmiany pogody, my nie byliśmy i zmokliśmy dość obficie. Szczyt i widok na fiordy robi wrażenie, można w tym miejscu poczuć prawdziwy norweski klimat i uważać na wiatr, przez który momentami miałam wrażenie, że jest w stanie skrócić naszą drogę powrotną i sprawić, że zlecimy ze skał. Kolejnego dnia zwiedzając Jorpeland zjedliśmy najlepsze w życiu chipsy paprykowe oraz trafiliśmy na prawdziwą wyspę (!!!) do której prowadzi most, na miejscu znalazł sie plac zabaw, miejsce na odpoczynek oraz grilla i co najlepsze, masa dzikich kóz, które są przyzwyczajone do człowieka, i towarzyszyły nam podczas spaceru.
Wróciliśmy do hosthousa a następnego dnia do Stavangeru zwiedzić miasto raz jeszcze tym razem w nocnej odsłonie. Podsumowując, w Norwegii byliśmy pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz, bo zakochaliśmy się w tym kraju i poczuliśmy, że jest to nasze miejsce na ziemi.









